Kurcze, miałam ten dzień spędzić w domu. Odebrać nadgodziny, wyspać się, odpocząć, nie myśleć o tylu rzeczach na raz, myśleć trochę mniej, dać sobie prawo do "niechcenia" i trochę się poobijać. Ach, jak ja się cieszyłam na ten piątek!

Niestety, okazało się, że muszę jechać do miasta. Najpierw tylko w związku z wizytą naszego syna u fryzjera i przerzuceniem kilku rekwizytów z jednej szkoły do drugiej (w związku z występami mojej młodszej grupy na przeglądach). Potem, dynamicznie, z chwili na chwilę, okazało się, że jednak muszę w mieście zostać na dłużej, ponieważ po czternastej zaczyna się podsumowanie wczorajszego przeglądu, na którym powinnam być. I du-pa.

W sumie, to nie było tak źle. Spotkałam znajomą, która pomogła mi rozwiązać jeden z moich dylematów. Byłam z synem u fryzjera i widziałam, jaki jest zadowolony z efektu. Odebrałam swój ulubiony kubek od kosmetyczki, u której byłam w tamtym tygodniu, ze swoim kubkiem i herbatą (ma zakład tuż obok mojego miejsca pracy). I, prócz tego, przerzuciłam to, co do przerzucenia było oraz załatwiłam zaległą, papierkową robotę. Potem poszłam spacerkiem do centrum, na podsumowanie przeglądu, na którym powinnam była być...

Kiedy tak szłam, słonko wyjrzało zza chmur, a ja mogłam powypatrywać pierwszych śladów wiosny. Szło mi się naprawdę dobrze i pomyślałam, nie pierwszy już raz, że odległości "skracają mi się" odkąd wyprowadziliśmy się poza miasto. Zupełnie jakby pokonywane wcześniej dystanse, kurczyły się, nie przerażając mnie zupełnie swoimi rozmiarami. Szłam przez dobrze mi znany wiadukt, ten na którym niejednokrotnie całowałam się z Tomkiem w czasach licealnego "chodzenia", a potem w pobliżu parku, w którym przeżyłam wiele ciekawych chwil (pominę szczegóły) i tuż obok drogi prowadzącej na uczelnię, gdzie studiował Tomek, dzięki czemu znam tu doskonale każdy zaułek i każdy budynek.

Wreszcie dotarłam na miejsce. Spokojna i uśmiechnięta. Okazało się, że wręczanie nagród i wyróżnień przesunęło się nieco, lecz ten drobiazg nie był w stanie zepsuć mi nastroju. Siedząc tam, przypomniałam sobie o tym, jak miał wyglądać ten mój piątek i poczułam przypływ niezbyt radosnych myśli, ale pokonałam go, zatrzymałam, tudzież zastąpiłam postanowieniem, że nie pozwolę, aby zmiana planów, wpłynęła na zmianę mojego nastawienia do wszystkiego, co tu i teraz, gdyż to jest zasadniczo pozytywne:)

Okazało się, że jedna z naszych córek (obie należą do prowadzonego przeze mnie zespołu) otrzymała wyróżnienie indywidualne za kreację aktorską. To był bardzo jasny punkt na mapie tego popołudnia i choćby dlatego warto było tam być. Rzecz jasna, chciałabym, aby cały mój zespół został zauważony i jakkolwiek nagrodzony, no ale... nie to jest przecież w tej zabawie w teatr najważniejsze, nieprawdaż?

Kiedy już wychodziłyśmy, po skończonej imprezie, wpadłyśmy na pewną osóbkę, z której zdaniem należy się liczyć. Zaczepiła nas, aby powiedzieć, że nasze przedstawienie podobało się jej najbardziej. Nie było zakręcone, czy dołujące, nie poruszało hiper-trudnych tematów, dając szansę na oddech, odpoczynek od treści, delikatnie rzecz ujmując, "ryjących beret" (to moja własna interpretacja jej słów). Dodała także, że po prostu świetnie się bawiła oglądając nasz spektakl.

Cieszę się, że kilka dziewczyn z zespołu, które mi towarzyszyły, także usłyszało tę opinię. I cieszę się, że ja tam byłam i mogłam przyjąć te słowa. Tym bardziej, że chwilę później podeszła do nas kolejna osoba i wypowiedziała się w bardzo podobnym tonie:)

Niewątpliwie moje spektakle, niezależnie od tego, z którym ze swoich zespołów je przygotowuje, są odzwierciedleniem mojego spojrzenia na to, co warto pokazać i opowiedzieć ze sceny. Jednocześnie wychodzę z założenia, że jest tak wiele mega trudnych spektakli, zmuszających widza do myślenia, że ja na spokojnie mogę zapełnić niszę, w której znajdują się przedstawienia o nieco lżejszym przekazie i mniej zawiłej strukturze. Spektakle, które, prócz refleksji, jaką ze sobą niosą, dają widzowi szansę na dobrą zabawę, na tzw. "oddech".

Słowa, które dziś usłyszałyśmy, potwierdziły jedynie, że wciąż chcę mówić tym samym głosem, a ci którzy ze mną pracują, robią to, ponieważ czują podobnie. I choćby samo to, w mojej pracy, jest po prostu piękne:)

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=khCm7xfiqiU&ab_channel=Gerhardf

15 marca 2024r.