Z przyjemnością napiszę o tym dniu, choć niósł ze sobą także bagaż niepewności... Czy zdążymy? Czy damy radę? Czy powinniśmy ścigać się z czasem, czy raczej zrezygnować z jednego z nadchodzących wydarzeń? Koleżanka zaprosiła nas do Rossosza - piękna nazwa miejscowości, nieprawdaż? - a kilka tygodni później, na ten sam dzień i godzinę, zaprosili nas sąsiedzi ze stowarzyszenia działającego przy naszym Klubie zlokalizowanym w sąsiedztwie naszego miejsca zamieszkania...

Nie zastanawiałam się długo. Szybko oszacowałam czas potrzebny na dojazd do Rossosza i ten niezbędny na występ w pobliżu domu. Wyszło mi, że damy radę i trzymałam się tego, od początku do końca. Może poza momentem, w którym wsiadaliśmy do samochodu... co najmniej kwadrans później, niż zakładaliśmy. Poza tym, całkowity luz.

Okazuje się, że po raz kolejny nastawienie zrobiło robotę. Byłam pewna, że będzie dobrze i było dobrze. Z Klubu, po zaśpiewaniu czterech piosenek, wychodziliśmy pięć minut później, niż zakładał mój wcześniejszy plan, lecz nie straciłam zimnej krwi. Powiedziałam do Tomka:
- Powoli, bez pośpiechu, bezpieczeństwo przede wszystkim. Zdążymy.

I tak było. Powoli, bez pośpiechu, z nieco większą prędkością tam, gdzie warunki i przepisy na to pozwalały. Poza tym... luz. Rozmowy, odpowiadanie na wiadomości, które przychodziły z różnych stron i publikowanie posta informującego o tym, co właśnie robimy. Gdzie byliśmy i, gdzie będziemy za godzinę, za pół, za kwadrans...

Dotarliśmy do celu dwadzieścia minut przed planowaną godziną rozpoczęcia koncertu. Scena - jest, nagłośnienie - całkiem spoko, odłsłuchy - są. No i  człowiek do pilnowania nas w trakcie grania - jest. A także są ludzie, co najważniejsze. Zaczęliśmy zgodnie z planem. 

Na scenie czas płynie zupełnie inaczej. Kiedy odbiorcy słuchają w skupieniu, prowadzę ich, z jakby większą dbałością o szczegóły, przez każdy utwór, przez każdy, własny tekst. Kiedy są nastawieni na zabawę, bawię ich i rozśmieszam, a także zapraszam do wspólnego śpiewania, klaskania, tupania i takie tam. Kiedy mam być jedynie tłem do ich rozmów, niecierpliwię się i tracę motywację. Wtedy nie chce mi się starać. I tylko wtedy... Ponieważ zdecydowanie częściej nasza publiczność chce słuchać i usłyszeć i daje temu wyraz.

Tym razem tak właśnie było. Publiczność, uważna i skupiona, wchodziła w interakcję, kiedy chciała, a przez większość koncertu dawała mi tylko znać, że jest. Śpiewało mi się cudnie, Tomkowi grało się podobnie, to był przepiękny czas.

Oba wydarzenia, oba występy tego wieczoru, były niezwykłe. Każdy z nich ładował moje akumulatory na maksa, pozwolił oderwać się od podłoża. Byłam w tym i doświadczałam na sto procent. I chciałam być, chciałam trwać. Chciałam dać sobie czas na przeżywanie i zapisywanie w pamięci tych chwil i dokładnie tak zrobiłam. Jak dobrze, że od początku miałam niezachwianą wiarę, że damy radę:)

Muzyczka do Kawki:

https://www.youtube.com/watch?v=i9vJCHohC6E&ab_channel=Release-Topic

16 marca 2024r.